24 lis 14 11:06 Ten tekst przeczytasz w 4 minuty Rozszerzona wersja reżyserska "Dawno temu w Ameryce" Sergio Leone jest dłuższa o 22 minuty niedostępnych wcześniej materiałów, które przywracają po raz pierwszy w historii oryginalną wizję włoskiego mistrza kina. Choć dodatkowe sceny są bez wyjątku wartościowe i jeszcze bardziej pogłębiają zrozumienie niektórych ekranowych zależności, nie wnoszą do filmu aż tyle nowego, by mówić o jakimś diametralnie innym spojrzeniu na "Dawno temu w Ameryce". To po prostu fajny i ciekawy suplement do jednego z największych arcydzieł kina. Foto: Materiały prasowe "Dawno temu w Ameryce" - kadr z filmu W tym roku świętowaliśmy 30. rocznicę powstania "Dawno temu w Ameryce", filmu absolutnie wybitnego, który z jakiegoś powodu nie jest ciągle stawiany w jednym rzędzie z najbardziej znanymi klasykami amerykańskiego kina, takimi jak "Obywatel Kane" czy "Ojciec chrzestny". Prawie czterogodzinna – teraz, wraz z dodatkowymi scenami, trwająca 251 minut – celuloidowa epopeja o losach kilkorga przyjaciół z Manhattanu nie jest z pewnością filmem łatwym ani tym bardziej prostym. Narracja jest prowadzona achronologicznie na trzech płaszczyznach czasowych, obejmując kilkadziesiąt lat z życia protagonistów oraz historii Stanów Zjednoczonych, a detale z pierwszych minut potrafią mieć ogromne znaczenie w epilogu. Nie ma natomiast w ostatnim filmie Sergio Leone choćby jednej zbędnej sekwencji czy nieprzemyślanego kadru. To prawdziwa sztuka, wzbogacona o szereg przejmujących refleksji nad takimi ponadczasowymi motywami jak przyjaźń, pamięć, chciwość czy – jakkolwiek banalnie to brzmi – miłość, jako siła uskrzydlająca i zarazem destrukcyjna. To także popis reżyserskich umiejętności na poziomie do dzisiaj nieosiągalnym dla twórców filmowych. I co najważniejsze, po trzydziestu latach od premiery "Dawno temu w Ameryce" nie tylko nie straciło swych największych walorów, lecz jeszcze bardziej zyskało na wyrazie w świecie opierającym się coraz bardziej na masowości myślenia oraz powtarzaniu bezpiecznych i sprawdzonych schematów. Fabuły "Dawno temu w Ameryce" nie sposób streścić w kilku zdaniach, nie jest to natomiast film stricte gangsterski jak zwykło się go określać. Główni bohaterowie – czwórka nowojorskich przyjaciół, imigrantów z biednych rodzin – rzeczywiście są kryminalistami, a na drugim planie przewijają się ważne momenty historii Stanów Zjednoczonych, od tworzenia się fortun w czasach Prohibicji po starcia związkowe i walki o polityczną władzę, jednakże to tylko gatunkowy sztafaż, który Leone przyjął na potrzeby o wiele bardziej skomplikowanej opowieści. "Dawno temu w Ameryce" to opowieść o wielkiej przyjaźni, która rozpływa się w miarę mijających lat i doprowadza dawnych "braci" do zaprzeczenia wyznawanym niegdyś wartościom. To historia nieujarzmionej młodości, która znajduje jedyne ujście w wykraczaniu poza granice prawa, ale także piękna opowieść o pierwszych razach – zarówno w kontekście erotycznego spełnienia, jak i zaznania prawdziwej miłości, którą można albo przyjąć w całej jej okazałości, albo brutalnie zgładzić. "Dawno temu w Ameryce" to wreszcie film o upływającym czasie, który zmienia wszystko w ludzkim życiu – z romantyka robi mordercę, z idealisty cynika, z utopijnego marzyciela człowieka skorumpowanego przez pieniądze i władzę. Leone jako jeden z nielicznych twórców w dziejach światowego kina ukazał trafnie sedno wspomnień; ich efemeryczną jakość oraz nie podlegającą żadnym regułom asocjacyjność, która sprawia, że przypadkowy widok może przywołać przygniatający natłok dawnych myśli, obrazów i traum. "Zwycięzców poznaje się nie na mecie, lecz na linii startu", mówi w jednej ze scen grany przez Roberta De Niro "Noodles", po czym dodaje: "ale tak samo sprawa ma się z przegranymi". Ma rację jedynie połowicznie. Bohaterowie ukazywani przez Leone nie są zbiorem etykietek i typowo filmowych cech, lecz ludźmi z krwi i kości. Każdy z nich wydaje się przynależeć z początku do grupy zwycięzców, którzy będą w taki czy inny sposób władać światem, ale ostatecznie tracą wszystko, o co kiedykolwiek walczyli, co kiedykolwiek kochali, w co kiedykolwiek wierzyli. I jak na ironię, wielu z tych, na których za młodu nikt nie postawiłby złamanego grosza, przebija się powoli i skrupulatnie na sam szczyt, zrzucając z niego bezlitośnie swoich dawnych kompanów, którzy grzejąc się w blasku swych osiągnięć, nie zauważyli, że tak naprawdę całkowicie się spalają. Czujemy z tymi ludźmi emocjonalną więź, ponieważ nawet jeśli w taki czy inny sposób nimi gardzimy za to, co robią i sobą prezentują, Leone pokazuje ich z tak wielu stron, że ich po prostu rozumiemy – tak jak rozumie się kumpla lub kumpelę po kilku latach znajomości, wielu imprezowych nocach i szczerych rozmowach o wszystkim i o niczym. W pełni wkraczamy w ich świat, czujemy wrażenie pustki gdy "Noodles" traci ukochaną osobę, rozpiera nas gniew gdy na jaw wychodzi zdrada z ostatniego aktu filmu, odczuwamy zazdrość na widok czystości i niewinności młodej dziewczyny, która odkrywa przed młodym chłopakiem całą siebie, w ulotnej nadziei, że to ryzyko przyniesie jej jakieś nieznane jeszcze szczęście. W zaledwie czterech godzinach Leone zawiera tak mnóstwo wartościowego materiału, wartościowych (i niejednoznacznych) refleksji oraz autentycznej miłości do kina, że trzeba by co najmniej kilkunastu dzisiejszych produkcji, by osiągnąć podobny efekt. Na szczęście "Dawno temu w Ameryce" jest dostępne zarówno na DVD, jak i Blu-rayu, więc każdy za relatywnie niską cenę może obcować z tym arcydziełem światowego kina wtedy, kiedy tylko najdzie mu na to ochota. Wersja reżyserska jest bardziej atrakcyjną ciekawostką niż znaczącą zmianą w jakości, film Leone i bez tych 22 minut byłby przykładem wielkiego kina, ale może także przy okazji posłużyć szerszemu rozpropagowaniu tego obrazu, któremu z niezrozumiałych względów odmawia się ciągle statusu największego możliwego klasyka. Wydanie Blu-ray: "Dawno temu w Ameryce" nie wygląda na Blu-rayu tak doskonale, jak inne amerykańskie klasyki, ponieważ zachowane materiały filmowe nie dały ekipie restaurującej zbyt dużych możliwości, ale dzięki tej lekkiej patynie pokrywającej ekran obraz Leone zachowuje swój oryginalny posmak. Pod względami audiowizualnymi jest to zresztą i tak majstersztyk, który dzięki perfekcyjnym zdjęciom Tonino Delli Colli oraz niesamowitej muzyce skomponowanej przez Ennio Morricone (przy pomocy Gheorghe Zamfira, który wykonuje główny motyw na Fletni Pana) nawet w dniu dzisiejszym sprawdza się doskonale. Nieco gorzej sprawa ma się ze scenami dodanymi do wersji reżyserskiej, bowiem pochodzą one z jeszcze innych materiałów i nie dało się ich odnowić tak, by dorównywały pod względem obrazu i dźwięku wersji kinowej. Ich relatywnie niska jakość jest zdecydowanym minusem, ale na plus należy zaliczyć fakt, że wyróżniają się na tyle, że widać za każdym razem dokładnie moment, w którym pojawia się dodatkowy materiał. W roli bonusu pojawiają się tylko fragmenty z dokumentu "Dawno temu: Kronika Sergio Leone", co jest dosyć dużym zawodem (i potwierdza fakt, że film ten jest ciągle traktowany nieco po macoszemu). Nie jest to natomiast wina polskiego dystrybutora, gdyż taką wersję otrzymali widzowie na całym świecie. Galapagos Films należą się natomiast wielkie brawa za sprowadzenie tej edycji do Polski i oddanie jej do dyspozycji wszystkim miłośnikom kina, fanom filmu Sergio Leone oraz widzom, których dopiero czeka pierwsze spotkanie z "Dawno temu w Ameryce". Data utworzenia: 24 listopada 2014 11:06 To również Cię zainteresuje Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Znajdziecie je tutaj.
Zaczęliśmy od listy książek, które warto przeczytać, pisaliśmy również o sztuce reagowania, a w tym artykule przyjrzymy się kinematografii. Ethnic Notions (1987) reż. Marlon Riggs. kadr z filmu Ethnic Notions. Aby zrozumieć złożoność problemu rasizmu, warto prześledzić historię rozwoju popkultury. Dokument Marlona Riggsa
Cześć kochani :) Lato? TAK!:) W sumie mam wrażenie, że to lato trwa już ze dwa miesiące, ale… lato! W zeszłym tygodniu pożegnaliśmy przedszkole, w sobotę Asi urodzinki, zaraz impreza na placu zabaw dla kolegów… Dzieje się u nas. Pachnie wakacjami. Już w zeszłą sobotę w ogrodzie, zjadłam pierwszą, zaczerwienioną kulkę agrestu. Agrest w czerwcu… Czereśnie w maju... Sezon na truskawki JUŻ się prawie kończy… Spieszy się natura tego roku, oj spieszy. Ciekawe dokąd..;) A ja dziś chciałam o pierwszych razach. O tym, że są najlepsze, niepowtarzalne. O tym że „potem, to już nie to samo”. Dziś bez przykładu, bo tym razem Asia była dla mnie inspiracją, a nie raczej nie będę publicznie opowiadać o jej osobistych lekcjach. Dziś abstrakcyjnie. Ale przyziemnie. I dla Ciebie. Zobacz :) Ile to razy zdarza nam się doświadczyć czegoś, często nawet przypadkiem… I odkryć, że to kochamy. I kombinować, że skoro mieliśmy, robiąc to, takie ekstra doświadczenie, to musimy zrobić wszystko, żeby je powtórzyć. Doprowadzić do niego jeszcze raz. I staramy się odtworzyć wszystkie czynniki, które towarzyszyły temu wydarzeniu. Po czym, wydarzenie dzieje się znowu, a my z zawodem odkrywamy, że „nie było to to samo”. I tworzy się w naszej głowie schemat, że wszystko jest najlepsze tylko za pierwszym razem. Myślę, że można śmiało zrezygnować z tego schematu, bo jest on prawdziwy dla nas, tylko jeśli mu na to pozwolimy. Tak naprawdę każdy raz, może być „jak pierwszy raz”. Jak to osiągnąć? Proste. Ale nie łatwe. Myślę, że wystarczy porzucić oczekiwania co do efektu. Nie dążyć z całych sił, żeby doświadczenie było DOKADNIE TAKIE, jak za pierwszym razem. Nie oczekujmy takiego samego uczucia. To już nie jest to samo doświadczenie. Czas jest inny, okoliczności są inne, i my też jesteśmy inni (jedliśmy co innego na śniadanie, wydarzyły się nam dziś inne rzeczy, czujemy i myślimy co innego, niż za pierwszym razem, itd.). Bądźmy otwarci, że nie musimy wszystkiego tak dokładnie planować, żeby było jak za pierwszym razem. Bo nie będzie, nigdy nie jest. Spodziewajmy się czegoś nowego i zaufajmy, że to będzie ekstra. Jak wiemy, że będzie, niezależnie od naszej kontroli, to możemy tę kontrolę trochę odpuścić. I pozwolić sobie na zaufanie, które z kolei pozwoli na ekscytację, bo wiemy, że każda niespodzianka, która nas spotka, będzie dobrą niespodzianką. Nie dajmy jakimś tam oczekiwaniom blokować przepływu miłości wysyłanej przez wszechświat w naszym kierunku. Pozwalam życiu mnie kochać. Odpuszczam oczekiwania, co do rezultatów, bo wiem, że teraz jest teraz. Zawsze jest teraz. Kocham życie i akceptuję całe dobro, które od niego otrzymuję. Idę do ogródka. Kooocham to lato. Na swój sposób. Uśmiecham się do ciebie, miej EKSTRA dzień <3 Blog Tofifest wielokrotnie informował już o projekcie realizacji filmu o tym wyjątkowym zdarzeniu. Na dokument złożą się wywiady z uczestnikami wydarzeń, uzupełniane o fabularne rekonstrukcje, zdjęcia archiwalne i animacje. W poniedziałek 10 maja rozpoczęto realizację części fabularyzowanej. Zdjęcia powstają w blokach z lat 80.{"type":"film","id":183358,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/serial/Noce+i+dnie-1977-183358/tv","text":"W TV"}]} powrót do forum serialu Noce i dnie 2009-09-04 14:43:11 ocenił(a) ten serial na: 10 można go oglądać w kółko a i tak zawsze każdym razem odnajduję w nim coś pani Barańska jest po prostu boska!! gilly_anderson W pełni się zgadzam. Zarówno film jak i serial mogę oglądać na okrągło, chyba nigdy mi się nie znudzi :) No a ten walc... po prostu bajka!!! Uwielbiam tę muzykę. Obok motywu z "Polskich dróg" mój ulubiony ;) gilly_anderson Jestem zafascynowany tym filmem i serialem! szkoda tylko, że nie produkują już takich seriali! gilly_anderson oboje główni aktorzy są niesamowicieuwielbiam postać Bogumiła, jestem nim wręcz zafascynowana, zawsze jak oglądam ten film:)ale cały ten film jest genialny :) niegłupie spojrzenie na miłość, pozbawiony ckliwość gilly_anderson Zgadzam się, ale znam takich, co nie cierpią tego filmu, choć nie należą już do najmłodszego pokolenia. ellia2 Powieść "Noce i dnie" jest wspaniała a film arcydzieło. ellia2 Muszę Cię zmartwić. Mój mąż go nie znosi - twierdzi że go dołuje ;). W przeciwieństwie do mnie oczywiście. Dla mnie to prawdziwa perełka. Mogę oglądać go w nieskończoność - co za kreacje, jakie scenografie i kostiumy - czasem mam wrażenie jakbym oglądała coś, co powstało właśnie w czasach współczesnych Basi i Bogumiłowi. honey_filmaniak Najczęstszy powód nieznoszenia tego filmu, to irytacja Barbarą. :) Kiedy czytałam po raz pierwszy "Noce...", jeszcze w liceum, też mnie denerwowała, a dziś ją lubię i rozumiem. Książkę przeczytałam dwa razy i już na pewno po nią nie sięgnę, ale po film na pewno tak! W ubiegłym roku kupiłam sobie cały serial. :) Ewiatko ocenił(a) ten serial na: 10 ellia2 To prawda z wiekiem spojrzenie na postać Barbary łagodnieje i już ja przy najmniej oceniam ją calkiem inaczej niż przy pierwszych razach ogladania tego wspanialego serialu. Wydawala mi się kiedyś strasznie wymagajaca, marudna, ale rozumiem ja w pełni. gilly_anderson Zgadzam się. To piękny film o życiu. Wielkie kino. Ta wersja składająca się z wielu odcinków jest moim zdaniem dużo lepsza niż wersja dwuczęściowa. gilly_anderson Nie chciala dac Bogumilowi, haha biedaczek
102 Min. Ocena PG: PG. Gatunek: Komedia. Oglądaj cały film Zmowa pierwszych żon online w jakości cda hd! Film dostępny w wersji z napisami lub lektorem. OBEJRZYJ ONLINE!WkUxem8. 287 63 223 484 13 56 73 284 1